Rodzinna tradycja

Rodzinna tradycja

Z motocyklami jestem związany od małego dziecka dzięki mojemu tacie, choć to nie on wprowadził tradycje motocyklowe w nasza rodzinę. Motocyklem jeździł już mój pradziadek Jan Zabdyr, potem jego synowie Henryk, Stanisław oraz Zygmunt. Kiedyś mój tata "dostał" od swojego ojca Henryka motocykl NSU 250 OSL "AFRIKA". Dostał właściwie kupę części z których jako tako (jak na warunki lat 80-tych) złożył swój pierwszy motocykl. Potem długie lata jeździł różnymi wynalazkami zbudowanymi od podstaw. Obok zdjęcie ostatniej wersji jego motocykla. Potem w 1994 roku kupił pierwszego Gold Winga 1200. Niestety długo sie nim nie nacieszył. W ósmym dniu od zakupu razem z moją mamą miał wypadek. Wracali w nocy od znajomych z Jasła, lewy pas zajęty przez roboty drogowe.. Koleś Wartbugiem z przyczepą (jadac "oczywiscie" przepisowe w tym miejscu 40) myslał ze się zmieści, bo to panie z daleka jak komarek wyglądało.

Na szczeście moi rodzice żyją, ale tato jest już niestety kaleką, łokciem przestawił dach w katamaranie o jakieś 20cm (ale koles naprawdę jechał "przepisowo"). Po wielu tygodniach rechabilitacji ojciec znow usiadł na moto, udało sie odkupic sprzęt (nawet nowszy rocznik). Potem jako jeden z pierwszysch wstapił do klubu Gold Winga w Polsce, gdzie razem działaliśmy na pierwszych zlotach (Gdansk 0, Gdansk 1, Nowy Targ, Łaziska Górne).

Dziś historia się powtarza. Razem z tatą próbujemy przywrócić dawna świetność tej wspaniałej maszynie, choć niestety wymaga to czasu. Nie ułatwia mi tego studiowanie 300km od domu. Dlatego na razie połykam kilometry szczytem techniki czasów PRL czyli Cz350. Jak wiadomo temu motocyklowi wiele brakuje do doskonałości, ale można się dzięki niemu wiele nauczyć i trochę pojeździć. W trakcie studiów przyjeżdżając tylko czasami do domu zrobiłem ponad 18500km nią z czego trochę w zimie. Moja pierwszą długa trasą była wycieczka z rodzicami w Bieszczady, gdzie odwiedziliśmy miejsce w którym 17.08.1997 zginął śmiercią tragiczną nasz przyjaciel Paweł Szlachetka na motocyklu marki BMW.

Moim kolejnym motocyklem była Honda Cb500R )) lecz tym razem zupełnie inny kaliber - XL1000V Varadero.

Minał kolejny rok... Kolejne nawinięte kilometry. W 2007 niebyło ich wiele, około 13-14 tysięcy. Pierwsza wyprawa Varadero na północ - tereny dla których ten motocykl został stworzony. Tylko troche nudno było ;-) W ogole nie czuć było tego ile sie przejechało. 18.10.2007... Ta data na długo zostanie w mojej pamięci...Najpierw informacja na grupie - na Batorego zginał motocyklista... Potem Karol pisze, że jechał tamtędy pół godziny wcześniej i było bardzi ślisko... Coś w środku nie daje nam spokoju... Szukam zdjęć z wypadku... Nie ma... 2 dni później okazuje się że to ktoś bliski... ktoś od nas... Przemek... Jeszcze chwile temu razem jeździliśmy, imprezowaliśmy, rozmawialiśmy... Jeszcze dzień wcześniej jeździłeś z chłopakami... Pamiętamy o Tobie.

Czas leci i nastąpiła przesiadka na bardziej terenowe motocykle. Ciągle po głowie chodzi mi wyjazd do Mongolii. Czytając jeden z opisów wyprawy do tego kraju natknałem się na motocykl Honda XR650L - niestety dostępny tylko w USA i Australii.  Z czasem wiedziałem o tym motocyklu coraz więcej, a po obejrzeniu filmu Across Australia on Dirt Bikes, byłem pewien że kiedys go kupię.

Rozważałem sprowadzenie z zza oceanu nowej sztuki. Któregoś pięknego lipcowego dnia natknałem się na ciekawy egzemnplarz w pewnym portalu aukcyjnym. Ponieważ stała koło Rzeszowa wysłalem na przeszpiegi mojego tatę... Jego słowa były jasne - synu to jest nowy motocykl, jak masz środki to nie zastanawiaj się ani chwili. Tak stałem się posiadaczem egzemplarza z 2005 roku z przebiegiem... 600mil!