Moje podróże

Gdzieś w drodze z Teribierki

W tym roku stukneła mi 30'stka. Dla mnie był to czas spędzony na wielu dalszych i bliższych podróżach. Zaczeło sie od wyjazdów z rodzicami w wieku 2lat na motocyklu z przyczepą na Węgry, Czechosłowację, Ukrainę. Ten okres moich wojaży dosc słabo pamiętam. Pierwsze wpomnienia to rok 1992, rajd szlakiem majora Hubala, potem wyjazd na 20-lecie klubu motocyklowego do Kirn'u w Niemczech (Nadrenia). Kolejne pamiętne wyjazdy to Węgry i Miskolc, miejsce gdzie w tym roku wrociłem po latach, już samodzielnie oraz Gdańsk.Kolejny etap to pierwsze obozy i wyjazdy zorganizowane - 1996, '97 i '98 to wakacje w Barcicach koło Starego Sącza. Śp. harcmistrz Marian Bryndal który pokazał mi inny świat i uwierzył że coś ze mnie będzie :-) W 1998 wyjeżdzam na 2 tygodnie na obóz językowy do Selsey w południowej Angli - odwiedzamy Portsmouth, Londyn, Chichester. Rok 1999 to obóz SAS w Kandersteg w alpach szwajcarskich, gdzie mam możliwość poznania tajników organizacji wyjazdó zagranicznych, jak zwiedzić cos ciekawego, niecodziennego i niekoniecznie wydac majątek. Sylwestera spędzam na europejskim spotkaniu młodych Taize w Barcelonie. Inny kraj, inna kultura, u nas śnieg, a tam słońce :-) Przy okazji miasto zakochanych Wenecja i Padwa. Potem matura, początek studiów i wyjazdy głównie po Polsce. Pierwsze próby pojechania gdzieś na własnym motocyklu.Studia - fajny okres w życiu. Zawsze marzył mi się Berlin - i w wakacje 2001 udaje mi sie chóć na 2 dni tam pojechać. Zachwyca mnie Poczdam. Dużo pomogła mi koleżanka z liceum - Magda, studiująca we Frankfurcie nad Odra u której gościłem. Kilka lat przerwy i w końcu w 2004 roku wyjeżdzam na tydzień do Wiednia, a potem na największy zlot motocyklowy Faak am See, na południu Austrii. Tutaj nieoceniony wkład włożył Jano, dzięki któremu mam obecny motocykl, załątwił wszystkie formalności, pokazał Wiedeń. Koniec roku to wyjazd studencki w Tatry Słowackie, który kończy sie dla mnie uszkodzeniem kostki. Wracam do zdrowia i nadchodzi 2005 rok - rok który wykorzystałem do maksimum. Zaczeło sie od rejsu "Fizyka pod żaglami" - Genua - Monaco - Bonifacio - Trapani - Sorento - Neapol. Ponad 1000 mil morskich. Kolejny wyjazd to motocyklowa majówka na Słowacji. Nadchodzą wakacje, dostaję się na letnią szkołę do Jyvaskyla. W październiku 10 dni spędzma w Instytucie naukowym w Dubnej, zwiedzając przy okazji Moskwę i Siergiejew-Passad. Rosja robi na mnie wrażenia kraju znacznych kontrastów któremu poza Moskwą daleko jeszcze do cywilizacji zachodu. 2006 roku tez nie spędzam bezczynnie - zbieram ekipę i jedziemy szlakiem moich wspomnień do Miskolca. Cebulką na Nordkapp? A czemu by nie? Za koło polarne wracam na początku sierpnia - tym razem ponad 3000km za tą linią. W sumie na akrtycznym szlaku przebywam około 8000km, nie raz wpędzając w zakłopotanie Niemców na ich blyszczących beemkach. Po powrocie z dalekiej północy zmieniam motocykl, do końca roku tylko bliższe wycieczki, między innymi Kazimierz nad Wisłą.Rok 2007 zapowiada się wyśmienicie - na początek mroźne Helsinki, czyli Finlandia zimą. Plany wyjazdowe wielkie - oczywiście majówka, potem chcę w końcu zobaczyć midnight sun. Niestety lapońskie słońce będzie musiało poczekać znów - nadarza się okazja spędzenia 3 miesięcy za oceanem we Framingham na przedmieściach Bostonu. 2008 rok to przede wszystkim wyjazd po raz czwarty do Finlandii. Głównym celem było zobaczenie jak największej ilości zamków w tym kraju.W kolejnym roku udało się zrealizować marzenie dotarcia na daleką północ zimą. Ponieważ nie było pewności czy uda dotrzeć się na Nordkapp z Tromso udałem się na południe na Lofoty. Wakacyjna podróż to wyjazd z TKM Wataha do Rumunii szlakiem generała Józefa Bema.2010 to krótki wyjazd nad Bug oraz Węgry od Tokaju po Budapeszt.2011 to majówka na pograniczu Polski i Słowacji oraz wyprawa enduro do Rumunii.W 2012 roku jeździłem głównie w terenie. Napierw w maju odwiedziłem Zakarpacie na Ukrainie oraz mój ulubiony Tokaj. W czerwcu zrealizowałem jedno z największych marzeń - przeżycie dnia polarnego i zdobycie Murmańska.