Motor, rodzinna miłość

Dla tarnowianina Bartłomieja Zabdyra motocykl jest czymś więcej niż tylko środkiem lokomocji. To niemal członek rodziny. Pasja do dwóch kółek przekazywana była w jego domu z pokolenia na pokolenie. Na motorze jeździł jego tata, poruszał się nim dziadek, a od kilku lat także on sam podróżuje po kraju i Europie uczestnicząc w zjazdach i spotkaniach miłośników motocykli. Na początku sierpnia czeka go najdłuższa z dotychczasowych eskapad - licząca ponad dwa tysiące kilometrów wjedną stronę - podróż do Finlandii, podczas której chce m.in. promować Tarnów.

Bartłomiej Zabdyr, w środowisku znany bardziej jako "Morowiec", przy swoim motocyklu spędza większość wolnego czasu, bo jak mówi - to dla niego najlepszy sposób na odpoczynek i odreagowanie stresów na uczelni.

Motor towarzyszy mu od urodzenia.

-Tata zabierał mnie na przejażdżki, kiedy byłem dzieckiem. Mamy wprawdzie w domu samochód, ale zawsze był tylko dodatkiem do dwóch kółek, używaliśmy go, kiedy trzeba było coś przewieźć - mówi. Zdradza, że on sam nie potrafi prowadzić auta. Prawo jazdy ma jedynie na motocykl.
Swoją przygodę z motoryzacją zaczął na serio przed niespełna pięcioma laty od popularnej „cezetki". O prawie roku jest posiadaczem wymarzonej, mającej blisko 500 centymetrów sześciennych pojemności, hondy.
- Jeżdżę turystycznie, bez szaleństw. Chyba bezpiecznie dla innych - mówi.
Swoim motorem dojeżdża z Tarnowa do akademika w Warszawie. Sporo jeździ też po stolicy, gdzie studiuje na IV roku fizyki. Przyznaje, że od czasu do czasu lubi wypróbować moc silnika, zwłaszcza jazdę na zakrętach i wirażach, ale tylko w miejscach bezpiecznych. Zaliczył kilka wywrotek, ale nie były one poważne w skutkach.

Relaks w garażu

Najgorszy dla każdego motocyklisty sezon zimy spędza głównie w garażu „dłubiąc" bez przerwy przy swojej maszynie. Przyznaje, że to dla niego najlepszy odpoczynek i relaks. Jest członkiem Tarnowskiej Konfederacji Motocyklowej „Wataha", jeździ na zloty i spotkania, gdzie ma okazję zobaczyć w akcji inne maszyny, porozmawiać z ich właścicielami. Lubi fotografować, a efektem jego podróży po kraju i-Euro-pie jest całkiem pokaźna kolekcja zdjęć. - Motocykl daje większe możliwości, można dojechać nim w takie miejsca, gdzie samochód ma drogę zamkniętą - mówi.

Na podbój Finlandii

Pierwszego sierpnia wyrusza w najdłuższą ze swoich dotychczasowych, motocyklowych podróży do Jyvaskyla w Finlandii. Jako jeden z pięciu studentów z Polski, będzie uczestniczył w blisko trzytygodniowej letniej szkole z udziałem młodych ludzi z całej Europy.

Od celu dzielą go ponad dwa tysiące kilometrów. Inni polecą samolotem, pojadą autokarem, on wyruszy w drogę swoją hondą. Trasę ma wytyczoną - będzie wiodła przez Mika krajów: Litwę, Łotwę i Estonię. Chce zobaczyć jak najwięcej, a przy okazji promować miasto.

Tarnowski magistrat wyposażył go w zapasy folderów i ulotek oraz materiałów informacyjnych. Będzie je rozdawał po drodze. Ma nadzieję, że uda mu się wprosić do kilku burmistrzów i prezydentów miast, aby zachęcić ich do współpracy z Tarnowem.

- Mam nadzieję, że pogoda będzie sprzyjać, bo jazda w deszczu to żadna przyjemność - mówi dodając zaraz, że jest doskonale przygotowany także na taką ewentualność. Zabiera ze sobą prowiant, narzędzia, zapasowe dętki. - Motocykliści to specyficzne środowisko, możemy na siebie liczyć. Jeśli coś pójdzie nie tak, na pewno ktoś mi pomoże. Już nieraz tego doświadczyłem - mówi.

Publication date: 
piątek, 22 Lipiec 2005