Nad Ładogą

Data: 
09.06.2012
Dystans: 
198 km

Następny dzień jest spokojniejszy, wstajemy późno i późno ruszamy. Jak się okaże, zostanie tak już do końca wyjazdu. W końcu jest lato i mamy dzień polarny, więc trzeba tylko pamiętać o zrobieniu zakupów.

Jedziemy bocznymi, w większości szutrowymi drogami w kierunku Ładogi, mijając po drodze pomniki z czasów drugiej wojny światowej oraz senne miejscowości. Droga to raz szuter, raz asfalt. Zatrzymujemy się na leśnym parkingu na posiłek. Po kilku minutach mija nas motocyklista na niebieskim Transalpie. Zawraca, i pyta się po angielsku czy nie poratowalibyśmy go litrem paliwa. Kanistry mamy pełne więc nie ma problemu. Po chwili podjeżdża drugi na białej Afryce. Obchodzimy motocykle dookoła, żeby sprawdzić skąd są i okazuje się że... nie mają tablic rejestracyjnych! Podatek drogowy tani nie jest, w przeciwieństwie do mandatu za brak blach. Dlatego każdy ubezpiecza tylko motocykl i na tym koniec - Rosja. Przy okazji dowiadujemy się, że jeżeli jedzie się przepisowo, policja nie ma prawa zatrzymać pojazdu. Dzięki tej informacji udaje się uniknąć płacenia łapówek. Igor, jeden z motocyklistów, zaprasza do swojej daczy. Po drodze pokazuje nam ruiny fińskiego kościoła, portu wojennego w Lahdenpohja oraz fiordy na Ładodze.

Wieczór kończy się kolacją, złożoną z lokalnych specjałów przygotowaną przez jego sąsiadkę i rundą po okolicy starym wojskowym UAZ'em busem. Pokazują nam pozostałości przedwojennych domostw. Finowie nie mieszkali w tradycyjnych wioskach, tylko budowali rodzinne gospodarstwa po 3 domy na większym terenie  tzw. huuttori. Dzieci z całej okolicy przychodziły do szkoły pod którą był potężny bunkier widoczny do dziś. Pomiędzy drzewami na całym terenie widać resztki sprzętu rolniczego. Inną ciekawostką jest to że mieszkali oni tylko i wyłącznie w domach z drewna. Kamienne budynki przewidziane były dla zwierząt.