Kalevala i brzeg morza Białego

Data: 
12.06.2012
Dystans: 
365 km

Droga z Kostomukszy do Kalevali początkowo jest w doskonałym stanie, ponieważ jest ważna dla Finów, którzy sponsorują jej budowę. Sporo krętych odcinków, pagórków, niższa roślinność - zdecydowanie inaczej niż dzień wcześniej. Po przejechaniu przez Voknavolok zaczyna się jeden z najpiękniejszych szutrowych odcinków w całej Karelii. Po drodze zatrzymujemy się przy ubranym w mundur Rosjaninie. Myśleliśmy, że to wojskowy lub policja, ale oni po prostu lubią tak chodzić ubrani. Służył kiedyś w Afganistanie i tak mu już zostało. Pokazuje nam boczną dróżkę, która prowadzi do ruin bazy wojskowej górującej nad okolicą.

Kalevala to miejscowość przemianowana tak na cześć fińskiej epopei narodowej, której fragmenty można znaleźć na tablicach na całym jej terenie. Pogoda szybko się psuje i dopada nas ulewa. Niestety nie ma tu żadnej normalnej restauracji, tylko bar pod chmurką na targu, więc kupujemy wędliny, chleb i miód i czekamy na stacji benzynowej. Rozmoknięte drogi, które nie pozwalają na szybką jazdę oraz sporo czasu straconego przez oberwanie chmury powodują, że decydujemy się nocować zaraz po wjeździe na główną magistralę M18. Telefon do przyjaciela i dostajemy informację, że w pobliskiej miejscowości Chupa nad morzem Białym powinien być kemping. Magistrala M18 w tej okolicy jest obecnie w remoncie. Oznacza to mijanki, czy jazdę po szutrze. Nie wygląda to dobrze. W planach mieliśmy szybko przelecieć tą drogą, a może okazać się, że stracimy sporo czasu. Mijamy tablicę z nazwą miejscowości i skręcamy w wąską gruntówkę. Ale o co chodzi? Coś ta nawigacja dziwnie prowadzi - pewnie jakimiś skrótami. Wracamy na asfalt i staramy się dojechać nim jak najbliżej kempingu. W końcu nie ma innego wyjścia. Tylko hmmm... tu nic nie wygląda na czynny kemping. Raczej dawne tereny fabryczne, zniszczone budynki i zardzewiałe kikuty instalacji przemysłowych. Czy to na pewno właściwe miejsce? Nawigacja doprowadza pod zamkniętą bramę ogromnego zakładu i każe jechać dalej. No to klops. Napotkane dzieciaki tłumaczą, jak ominąć przeszkodę. Przejeżdżamy przez tory kolejowe i szok... Las, piękne skałki i wybrzeże Morza Białego... Zaznaczony na mapach kemping okazał się po prostu polem namiotowym w uroczej okolicy. Problem w tym, że niestety  zajętym przez tubylców z kończących się zawodów wytrzymałościowych. Dziś w ramach Euro 2012 mecz Polska - Rosja, więc niekoniecznie mamy ochotę spać z tubylcami. Krzysiek zostaje sprawdzić, czy gdzieś znajdzie się dla nas miejsce, a my jedziemy poszukać jakiegoś sklepu. Wskazówki miejscowych  nie ułatwiają zadania. W pewnym momencie trafiamy na odcinek w nieco trialowym stylu, po czym okazuje się, że nasz cel jest przy asfaltowej ulicy. Po co oni nas tak kierowali? Nie można łatwiej? Kupujemy potrzebne rzeczy i postanawiamy zjechać główną ulicą w dół miejscowości. Na dole okazuje się, że droga urywa się między garażami. Szukamy jakiegokolwiek przebicia do głównej drogi. Kończy się dzikim przejazdem przez tory kolejowe.

Przenosimy się dwa kilometry dalej na polanę blisko morza. Podczas manewrów na biwaku Patrykowi zaczyna przeskakiwać łańcuch, zdejmujemy dekiel i okazuje się że przednia zębatka jest praktycznie łysa, zostały może 2-milimetrowe  ślady po zębach. Mamy problem. Chociaż... Wszystko tu wygląda bardzo podobnie jak w XR, więc może będzie pasować moja 14? Długo się nie zastanawiamy i próbujemy. Wieloklin ten sam, jest znacznie cieńsza i ma mniej zębów. No tak - trampek ma łańcuch szerokości 525, a XR tylko 520. Trzeba spróbować. Po zmianie rundka kontrolna - nie jest źle. Przy okazji sprawdzamy przydatność  zmiany przełożenia w transalpie. W międzyczasie dostajemy wynik meczu - 1:1, więc może tubylcy nie przyjdą w nocy się zrewanżować.