M18

Polski

Maraton do Polski

Następnego dnia rozpoczynamy maraton - powoli tęsknota za domem wygrywa. Żegnamy się z Krzyśkiem, który ma jeszcze urlop, siadamy na motocykle i jedziemy do oporu. Na wylotówce mijamy charakterystycznie wyglądającą autostopowiczkę - niestety nie ma jak jej zabrać ze sobą. W trasie okazuje się, że mijamy się wiele razy - to na stacji, to w barze... Po którymś kolejnym razie i ona zaczyna rozpoznawać nas. Pierwszy nocleg  mamy gdzieś na dziko, przy drodze, po przejechaniu ponad 800km. Zjeżdżamy z M18. Nawierzchnia szybko zmienia się w szutrową.

Teriberka

Rano - jak to na zlocie - budzi nas ryk motocykli. Witamy się z nowymi znajomymi, którzy przyjmują  nas bardzo ciepło. Pytają o trasę i skąd w ogóle pomysł przyjazdu latem tutaj, po czym prowadzą na festiwal. Saamowie, inaczej zwany Lapończykami, zamieszkują północne tereny Europy, od półwyspu Kolskiego po Lofoty w Norwegii. Tubylcze specjały kulinarne, ręcznie robione przedmioty codziennego użytku, ludzie siedzący na skórach reniferów, magiczna muzyka północy... To wszystko tak niesamowite, egzotyczne, wprost nie do opisania... Delektujemy się każda chwilą...

Góry Lovozerskie i festiwal Saamów w Lovozero

Następnego dnia decydujemy się dojechać do Lovozero asfaltem - na bagnach dużo wody, kostka Patryka dwa razy większa niż normalnie, a mój motocykl nie wiadomo w jakim stanie. Widać, jak zmienia się przyroda - drzewa robią się coraz niższe, po czym znikają zupełnie. Kontroluję zachowanie  silnika, ale wygląda na to, że wszystko jest w porządku.

Chybiny

Rano budzą mnie nerwowe telefony - z tego wszystkiego zapomniałem wyłączyć GPS Spota i wyglądało jakbyśmy cała noc błądziliśmy. Pogoda nie jest najlepsza i zwijamy mokre namioty. Dobrze, że najbliższą noc spędzimy w hotelu - będzie można wszystko ładnie wysuszyć.

Subskrybuj RSS - M18