Góry Lovozerskie i festiwal Saamów w Lovozero

Data: 
15.06.2012
Dystans: 
237 km

Następnego dnia decydujemy się dojechać do Lovozero asfaltem - na bagnach dużo wody, kostka Patryka dwa razy większa niż normalnie, a mój motocykl nie wiadomo w jakim stanie. Widać, jak zmienia się przyroda - drzewa robią się coraz niższe, po czym znikają zupełnie. Kontroluję zachowanie  silnika, ale wygląda na to, że wszystko jest w porządku.

Zjeżdżamy z głównej magistrali M18 i zatrzymujemy się przed przejazdem kolejowym. Sprawdzam w nawigacji, czy to na pewno ta droga. Po chwili pojawia się lokomotywa spalinowa, której robię zdjęcia do kolekcji rosyjskich cudów techniki. Pojazd zatrzymuje się i wyskakuje z niego kilku żołnierzy. Czyżbym zrobił zdjęcia tajnej jednostce wojskowej albo nowemu typowi lokomotywy bojowej? Na moje szczęście okazuje się, że chłopaki czyszczą przejazd kolejowy z ziemi. Po drodze próbujemy wjechać, na tyle na ile się da, w góry Lovozerskie. Okazuje się, że tu śniegu prawie nie ma, za to można podziwiać cudowne, księżycowe krajobrazy. Siedzimy i napawamy się widokami. Na horyzoncie widać burzowe chmury, a wystarczy nam już ekstremalnych doznań w górach.

Mając w pamięci przygody znajomych z zeszłego roku, postanawiamy spać parę kilometrów za Lovozero. Znowu mamy szczęście i trafiamy na miejsce, gdzie następnego dnia ma się odbyć festiwal Saamów oraz zlot motocyklowy. W dodatku organizują go znajomi Igora, którzy mają nowy napęd dla Patryka. Jeden z organizatorów festiwalu jest dość podobny do mojego wujka. Pytam, gdzie jest najbliższy sklep, a on oferuje, że mnie do niego zawiezie. W samochodzie zauważam torbę ze zdjęciami i obudowami do magnesów na lodówkę. Zagaduję, czy można od niego odkupić kilka.

- Tak, to mój taki mały biznes - odpowiada - jestem fotografem. Pracowałem między innymi przy filmie Kukułka. Znasz ten film?

Zatkało mnie... To po prostu niemożliwe... Przecież to jeden z moich ulubionych!

- Jasne, to naprawdę świetny film!

- Jak chcesz, to po meczu przywiozę album z moimi zdjęciami.

- Oczywiście że chcę!

Robię błyskawiczne zakupy i wracamy. Z wrażenia zapominam o wodzie do picia. Po powrocie opowiada nam o filmie, Saamach i okolicy. Na części zdjęć widać rysunki skalne.

- Czy wiecie dlaczego one są takie proste i symboliczne?

- Bo powstały dawno temu?

- Nie, nie dlatego. One były rysowane przez dzieci

- Jak to przez dzieci?

- Tutejsze rysunki mają ok 3000 lat i są dość proste. A przecież są dużo starsze, bardzo piękne i szczegółowe rysunki. Więc co? Ludzie oduczyli się rysować? Gdzie są rysunki? Na skałach blisko wody. Dzieci kąpały się, po czym suszyły na brzegu. Z nudów zaczynały wydłubywać to, co widziały - zwierzęta, łodzie, ryby, ptaki. I były to małe dzieci, bo starsze pomagały już rodzicom i nie miały czasu na zabawę. Zrobiłem kiedyś eksperyment i poprosiłem grupę siedmiolatków o narysowanie różnych zwierząt. Efekty przypomniały to, co widać na skałach. Ot, takie moje małe odkrycie.

Zasypiamy, będąc pod wrażeniem opowieści i legend północy.