Na pokładzie Pogorii

Kategoria podróży: 
Czas podróży: 
19.02.2005 do 06.03.2005

Kiedyś, jeszcze za poprzedniego ustroju kapitan Baranowski wpadł na pomysł "szkoły pod żaglami", więc dlaczego nie może być "Fizyki pod żaglami". Dr. Jan Grabski poddał pomysł - chętnych zgłosiło się aż nadto. Pomysł prosty - płyniemy, wykonujemy normalne obowiązki załogi, a w wolnych chwilach przygotowujemy eksperymenty na "Festiwal nauki".

Genua

I zaczęło się! Autobusem do Genui, która powitała nas deszczem. Po przeniesieniu swoich rzeczy oraz zaopatrzenia na pokład przechodzimy podstawowe szkolenie z zasad bezpieczeństwa. Wieczorem wyjście do portu. Miasto jest bardzo czyste, zabytki zadbane, widać duże nakłady pracy włożone w jego utrzymanie. W sklepach, restauracjach i winiarniach obsługa stara się jak może by klient wyszedł zadowolony. Drobne zakupy, telefony do Polski i czas wracać na pokład.

Monaco

Piersze wyjście z portu - niesamowite i niepowtarzalne przeżycie. Pierwsze osoby dopada choroba morska, ja jakoś się trzymam ;-) Płyniemy wzdłuż wybrzeża do Monaco, gdzie mamy zatankować paliwo. Ciąg dalszy nauki podstaw żeglowania i poruszania się na pokładzie. Widzimy już nasz dzisiejszy cel - teraz czeka nas dużo trudniejsze zadanie wejścia do portu. Zapada już zmrok gdy dostajemy pozwolenie zejścia na ląd. Miasto przepiękne, rozświetlone mnóstwem lamp. Najważniejsze miejsca które odwiedzamy to zamek i kasyno. Po powrocie zgranie zdjęć przygotowanie relacji na stronę rejsu.

Bonifacio - Korsyka

Gwiazdy od dawna królują na niebie gdy dopływamy do wybrzeża Korsyki. Martwa fala daje się wszystkim we znaki. Noc na kotwicy. Rano płyniemy powoli w kierunku Bonifacio. Małe miasteczko, zbudowane na wysokich klifach, jest najbardziej na południe wysuniętą siedzibą ludzką na Korsyce. Wąskie kręte, nieco zaniedbane uliczki, kilka lokali gastronomicznych i stare francuskie samochody. Starówka praktyczni wymarła, życiem tętnią niżej położone okolice portu. Klimatu dopełniają opuszczone budynki Legii Cudzoziemskiej. Szybkie zakupy, wysyłanie pocztówek i czas wracać na pokład.

3 dni w morzu

Najtrudniejsza część rejsu - z Korsyki do Trapani na Sycyli. Przez manewry wojskowe u wschodnich wybrzeży Sardyni płyniemy okrężna droga. Kazdy z nas ma w głowie jedną myśl - jak to będzie gdy przez tak długi czas będzie tylko woda wokoło. Wcześniej zawsze gdzieś w oddali widać było stały ląd... teraz pustka. W krew wchodzą wszystkie obowiązki na pokładzie - każdy doskonale wie co i kiedy ma robić. Praca idzie coraz sprawniej. Do największej atrakcji tej części rejsu należało złowienie tuńczyka przez naszego bosmana - ponad 45 minut walki.

Trapani i Erice - Sycylia

Standardowa procedura wejścia do portu, wizyta służb granicznych i już można zejść na ląd. 2 dni postoju w porcie, solidna porcja odpoczynku do bujania i okazja to wspólnego wieczoru. Po śniadaniu robimy szybko zakupy, na jednym z wielu kolorowych straganów z owocami Sycylijczycy częstują pomarańczami. Widać ze ludzie są tu biedniejsi niż na północy, ale za to mili, otwarci uczynni. Wsiadamy w autobus i jedziemy do miasteczka fizyków - Erice. Położone wysoko nad nad poziomem morza, przywitało nas gęstą mgłą. W tym miejscu czas zatrzymał się przed wiekami.

Sorento i Pompeje

Słoneczne Sorento - miejscowość typowo nastawiona na życie z turystów. Już nie ta klasa co w Genui, nie ta życzliwość i radość życia co na Sycyli.

Pontonami dostajemy się na brzeg, następnie pociągiem do Pompei - miasta zasypanego popiołami wulkanu. Tutaj najdobitniej widać agresywny marketing i chęć wykorzystania turystów. Ot choćby natarczywy Włoch podający się za przewodnika. Oczywiście mówiącego po angielsku. Jak się później okazuje to po angielsku to on umie tylko zachwalać swoje usługi i się targować... Same Pompeje warto zobaczyć ale nie powalają one na kolana.

Neapol i powrót do Warszawy

Neapol - ostatni port na naszym szlaku. Do tej chwili cieszyłem się ze nie wziąłem zbędnego bagażu jakim były gumiaki. Jednak ostatnie godziny rejsu i wpłynięcie przy 8-ce zrewidowały ten pogląd.

Samo miasto? Nic szczególnego zabytki zaniedbane, brudne ulice, mnóstwo śmieci... Warto zwiedzić tylko muzea.

Wieczorek kapitański i na następny dzień autobusem do Rzymu na lotnisko, potem samolotem do Warszawy.