Szlakiem wina i jaskiń

Kategoria podróży: 
Czas podróży: 
29.04.2006 do 03.05.2006

Piątkowe popołudnie - ostatnie przygotowania i pakowanie bagażu: namiot, śpiwór, kuchenka. O 18 telefon do Piotrka z Łodzi - ja już wyjeżdżam - u mnie była mała awaria dopiero składam motocykl. Umawiamy się o 21 w Kielcach. O 18.30 wydostaję się z Warszawy i powoli udaje na południe, kawa i pączek w Radomiu i około 20.45 jestem w umówionym miejscu przed Kielcami. Telefon do Meriego - nie odpowiada znaczy jedzie (nie jest źle ;-), po chwili oddzwania ze będzie za kilka minut. Ruszamy dalej do Tarnowa. O 23 meldujemy się u mnie w domu jemy kolacje i sen.

Miskolc - dzień 2

Pobudka około 8, poranna toaleta, szybka kanapka, i biegiem na 9 rano do kościoła. Msza na Węgrzech różni się poszczególnymi elementami od polskiej. Ciekawym zwyczajem są 4 czytania Ewangelie na 4 różne strony Świata, co powoduje ze masz trwa grubo powyżej półtorej godziny.

Tokaj - dzień 1

Wstajemy o 8, odgadujemy kolejne etapy podroży, umawiamy się z rodzicami i o 11.20 ruszamy. Na granicy okazuje się że Piotr nie wziął ani dowodu osobistego, ani paszportu i czeka go cofka do domu. Szybka zmiana planów - wraca na północ i umawia się z moimi rodzicami na wyjazd dzień później. Miejscowości mijają błyskawicznie: Bardejów, Preszów, Koszyce.

Lillafüred - dzień 3

Rano pobudka, śniadanie i wyjazd do Lillafured - małego górskiego kurortu w okolicach Miskolca. Pogoda nie jest już tak wspaniała jak jeszcze dzień wcześniej, co jakiś czas spadają krople deszczu.

Aggtelek - dzień 4

Pobudka, szybkie śniadanie i czas się pakować. Pożegnalne zdjęcie i obieramy kierunek na Aggtelek z jaskinią Baradla. Przyjeżdżamy parę minut po 12 i musimy czekać do 13 na wejście. Dostajemy opis jaskini w języku polskim, a Piotrek zostaje nadwornym czytelnikiem. Jaskinia jest jednym z najcenniejszych miejsc przyrodniczych Węgier, wpisana na listę UNESCO. Znana jest ona od czasów prehistorycznych o czym świadczą znalezione w niej narzędzia i ślady sadzy. Intensywne zwiedzania tego miejsca rozpoczęło się jeszcze w XVIII wieku.

Bańska Bystrzyca - dzień 5

Pobudka, toaleta i siadamy na moto - Monika idzie kupić świeże bułki i szykuje wszystkim śniadanie, a my pędzimy pojeździć. Droga przez Dolny Harmanec - dla wielu męczarnia, dla nas to co lubimy najbardziej - 20km krętej drogi w tym najlepszy 10km odcinek bez jednej prostej. Kontrolny przelot żeby zapoznać się z droga i rozgrzać opony. Faktycznie droga jest dość czysta po zimie, a plama oleju nie aż taka groźna, choć 2 zakręty wypadają ze stawki. Nawrotka i tym razem trochę szybciej. Potem jeszcze 2 rudny - 40km zakrętów - mamy dosyć. Ktoś spyta po co to wszystko? Wariaci na motocyklach.